Pierścień z motywem piórek.

Korzystając z chwili wolnego czasu pragnę nadrobić trochę zaległości w publikacji wpisów. Dziś przedstawiam film z procesu tworzenia mosiężnego pierścienia.
Do grawerowania użyłem tym razem grawerki pneumatycznej GRS GraverSmith, prostnicy GRS Magnum i sztychla fasetowego o kącie 120°.

Fotografia gotowego pierścienia.

Pierścień piórka.

Pierścień z motywem piórek.

Grawerowanie i damaskinaż.

Ostatnim czasem cierpię na ogromny brak czasu i dlatego tak długo nie uzupełniałem tego bloga. Pomiędzy innymi pracami staram się wciąż doskonalić moje grawerskie umiejętności. Poniżej prezentuję dwa breloki do kluczy (można je wykorzystać również jako zawieszki), które wykonałem właśnie jako ćwiczenie grawerowania i damaskinażu. Nie będę tym  razem opisywał dokładnego sposobu ich wykonania, bowiem opisywałem tą technikę w poprzednim wpisie – https://paweltuckiblog.wordpress.com/2013/10/13/inkrustacja-damaskinaz/
Pierwszy z breloków wykonany w blaszce miedzianej grubości 1,2 mm, ręcznie grawerowany. Tło tarczy zostało wybrane tak aby gwiazda, półksiężyc oraz obwódka były powyżej tarczy. Tło groszkowane i oksydowane ogniowo.

Brelok miedziany z grawerowanym herbem Leliwa. Wielkość tarczy: szer. 31 mm, wys. 35 mm, grubość 1,2 mm.

Brelok miedziany z grawerowanym herbem Leliwa. Wielkość tarczy: szer. 31 mm, wys. 35 mm, grubość 1,2 mm.

Drugi brelok to już zdecydowanie więcej precyzyjnej pracy. W przygotowaną wcześniej miedzianą tarczę z grawerowanym napisem na szarfie, inkrustowałem gwiazdę i półksiężyc wycięte z mosiężnej blachy o grubości 3 mm. Tło tarczy również zostało obniżone, groszkowane i oksydowane ogniowo.

Brelok z herbem Leliwa. Gwiazda i półksiężyc wycięte z mosiądzu, inkrustowane w miedzianą tarczę. Wymiary tarczy: szer. 30 mm, wys. 35 mm, grubość 1,3 mm.

Brelok z herbem Leliwa. Gwiazda i półksiężyc wycięte z mosiądzu, inkrustowane w miedzianą tarczę. Wymiary tarczy: szer. 30 mm, wys. 35 mm, grubość 1,3 mm.

W poprzednim wpisie opisywałem technikę damaskinażu na dwóch przykładach. Na koniec tego wpisu przedstawiam jak wykorzystałem te elementy do wykonania pierścionków.

Oryginalny wzór pierścionka z pewnością podkereśli indywidualność jego właścicielki. Mosiężna plata inkrustowana miedzianym reliefiem zakutym w niej na stałę. Jej długość wynosi 16 mm a śrdnica rzeźbionych kwiatów 12 mm. Miedziana szyna szerokości 4 mm. Dostępny w butiku http://artillo.pl/product/rzezbione-kwiaty-,91821.html oraz na zamówienie w każdym rozmiarze.

Mosiężna plata inkrustowana miedzianym reliefiem zakutym w niej na stałe. Jej długość wynosi 16 mm a średnica rzeźbionych kwiatów 12 mm. Miedziana szyna szerokości 4 mm. Dostępny w butiku http://artillo.pl/product/rzezbione-kwiaty-,91821.html
oraz na zamówienie w każdym rozmiarze.

Subtelny pierścionek w ciepłych barwach. Mosiężna plata inkrustowana miedzią. Oksydowany ogniowo w celu odpowiedniego zabarwienia. Długość platy (płomyka) 16 mm a jego szerokość 8 mm. Szerokość miedzianej szyny 2,3 mm. Dostępny w butiku http://artillo.pl/product/plomyk-,91823.html oraz na zamówienie w każdym rozmiarze.

Mosiężna plata inkrustowana miedzią. Oksydowany ogniowo w celu odpowiedniego zabarwienia. Długość platy (płomyka) 16 mm a jego szerokość 8 mm. Szerokość miedzianej szyny 2,3 mm. Dostępny w butiku http://artillo.pl/product/plomyk-,91823.html oraz na zamówienie w każdym rozmiarze.

 

Moje pierwsze grawerowanie mogło zakończyć się karą więzienia.

Obrazek rytowany w miedzi pt. "Kotek"

Obrazek rytowany w miedzi (w trakcie pracy)

Ostatnio intensywnie wprawiam się w technice rytowania w metalu. Zainteresowałem się tą techniką żeby wzbogacić zdobienia moich wyrobów. Przy tej okazji z zakamarków mojej pamięci wyłoniło się wspomnienie mojej pierwszej pracy grawerskiej, którą wykonałem podczas służby wojskowej w ówczesnej Akademii Sztabu Generalnego w Rembertowie a dzisiejszej Akademii Obrony Narodowej. Konsekwencje wykonania tej pracy grawerskiej mogły być bardzo dotkliwe z karą więzienia włącznie.

Jeden z moich kolegów pracował przy porządkowaniu magazynów akademii i znalazł tam bloczek z drukami przepustek jednorazowych. Przepustki były czyste i nie stemplowane a przepustka ważna jest tylko z pieczęcią. Potrzebna więc była pieczęć, do ostemplowania druków. W pierwszej kolejności koledzy poszli do pisarza kompanii, żeby ostemplował puste druki, pisarz oczywiście odmówił. Wtedy zgłosili się do mnie jako do byłego plastyka kompanijnego czy mam jakiś pomysł na wykonanie pieczątki na przepustkach. Pomysłów było kilka włącznie z zrobieniem pieczęci z ziemniaka, jednak ten pomysł ze względu na nietrwałość takiej pieczęci wraz z innymi został odrzucony. Wymyśliłem, że spróbuję zrobić pieczęć w gipsowym odlewie. Kazałem przynieść sobie jakąś starą przepustkę z pieczęcią i trochę gipsu. W pudełku po zapałkach odlałem kostkę gipsową. Po związaniu gipsu wyszlifowałem jedną powierzchnie i przez kalkę odbiłem na niej pieczęć. Do rytowania używałem igły i żyletki. Po paru godzinach rytowania podczas służby na kompanii pieczęć była gotowa. Niestety jej odbicie nie było idealne. Gips jest tłusty, tusz nie miał na tej powierzchni dobrej przyczepności, i tworzyły się malutkie kropelki, tworząc kropkowane odbicie. Jedynym sposobem było lekkie rozmazanie pieczęci. Koledzy orzekli, że to im w zupełności wystarczy i ich zdaniem pieczęć nadaje się do użytku. Pieczęć trzymałem w torbie na wyposażenie wiszącej za łóżkiem, schowana miedzy cukrem i herbatą zapakowana w pudełko po zapałkach. Miejsce wydawało się bezpieczne do czasu przeprowadzonej przez szefa kompanii rewizji szafek i łóżek. Niestety podczas tej rewizji znaleźli też moją pieczęć. Na apelu południowym otrzymałem rozkaz stawienia się do raportu służbowego u dowódcy kompani. Ubrałem się więc w mundur wyjściowy i stawiłem się u dowódcy, który poinformował mnie o znalezionej pieczęci. Poinformował mnie również o tym, że pieczęć jest zamknięta w sejfie a jeżeli znajdzie się dokument ostemplowany nią to sprawę zgłosi do prokuratury wojskowej a to może zakończyć się dla mnie karą więzienia. Na szczęście żadnego dokumentu stemplowanego moją pieczęcią nie znaleziono i cały incydent zakończył się bezkarnie. Mówią, że służba wojskowa to szkoła życia i ja to w całości potwierdzam.