Rzeźbienie w metalu.

Wciąż i nieustannie pracuję nad doskonaleniem umiejętności rzeźbienia w metalu. Najczęściej jest to miedź, bardzo wdzięczny i piękny metal a techniki jakimi się posługuję to rytowanie i repusowanie. Można posługiwać się tymi technikami osobno ale bardzo ciekawe efekty można uzyskać wykorzystując jednocześnie obie techniki.

Samo rytowanie wykorzystuję do tworzenia płytkich relifów. Poniższa bransoleta została wykonana właśnie tą techniką.

Bransoletka miedziana z różą.

Bransoletka miedziana z różą, ręcznie rytowana.

Bardzo lubię łączyć w jednym przedmiocie kilka elementów wykonywanych różnymi technikami. Przykładem wykorzystania dwóch technik jest wisior i brelok z rowerzystą.

Wisior wykonany na specjalne zamówienie.

Wisior wykonany na specjalne zamówienie.

Brelok z sylwetką rowerzysty, wykonany na zamówienie.

Brelok z sylwetką rowerzysty, wykonany na zamówienie.

W obu powyższych pracach, mapa świata została ręcznie wyrytowana a rowerzysta złożony i zlutowany z płaskownika i drutu. W breloku dodatkowo dla wzmocnienia rowerzysta został nalutowany na blaszkę z alpaki. Wybór alpaki nie był przypadkowy, ponieważ dzięki srebrnej barwie tego stopu, oksydowny rowerzysta ładnie kontrastuje z tłem.

Technikę repusowania wykorzystuję do tworzenia głębszych relifów i kształtowania cienkich blach w których głębokie rytowanie nie jest możliwe. Do repusowania używa się specjalnie przygotowanych punc repuserskich, różnych wielkości i kształtów. Punce pobija się młotkiem o wielkości odpowiednio dobranej do grubości blachy i wielkości puncy. Na fotografii poniżej przykład repusowanego wzoru, wykonanego z blaszki miedzianej grubości 0,7 mm.

Wisior repusowany "Konwalia".

Wisior repusowany „Konwalia”.

Łącząc technikę repusowania z techniką wyklepywania można tworzyć bardziej złożone figury. Praktycznie możliwe jest uzyskanie dowolnych figur i kształtów, co pozwala tworzyć złożone formy rzeźbiarskie, choćby takie jak przykładowy pień poniżej.

pień-miedź-kuty-repusowany-nowe-życie-rzeźba-ozdoba-do-domu-paweł-tucki-metalu-blask-3

Na zakończenie przykład przedmiotu wykonanego tylko techniką wyklepywania. Lampka oliwna w kształcie kapelusza wyklepana i zamknięta od spodu przylutowanym denkiem oraz miniatura hełmu typu „Salada”.

Lampion miedziany kapelusz.

Lampion miedziany kapelusz.

Hełm typu salada.

Hełm Salada.

Wszystkie powyższe przedmioty zostały wykonane przy użyciu prostych, ręcznych narzędzi.

Promowanie znaku dobrego polskiego rękodzieła.

Z radością i dumą informuję, że zostałem przyjęty do grona twórców polskiego rękodzieła i uzyskałem prawo uży­wa­nia znaku Pol­skie rękodzieło/Polish hand­made w kat­e­gorii: METAL ART jako wyraz uzna­nia dla walorów este­ty­cznych i wysok­iej jakości wykony­wanych przeze mnie przedmiotów.

polskie_rekodzielo_internet

Na głównej stronie promującej polskie rękodzieło Poland/Handmade czytamy informację o inicjatywie Anny Lipowskiej – „Z inicjatywy Anny Lipowskiej, twórcy biżuterii z sutaszu, powstał pomysł wykreowania i wypromowania znaku towarowego dla dobrego polskiego rękodzieła, tj. takiego, które charakteryzuje się wybitnymi walorami estetycznymi i wysoką jakością wykonania. Inicjatywa ma charakter „oddolny”, społeczny i niekomercyjny. Celem jest promowanie prac tych twórców, którzy są najlepsi w swoich technikach na polskim rynku. Są oni wybierani do tej grupy przez kolegów po fachu”.

Na koniec tego krótkiego wpisu pozostaje mi jedynie obiecać wszystkim odbiorcom, klientom oraz artystom, którzy obdarzyli mnie zaufaniem przyjmując do swojego grona i pozwalając używać znaku Polskiego Rękodzieła, że wciąż będę pracował nad doskonaleniem technik w których tworzę a jakość moich wyrobów i walory estetyczne są i będą moim priorytetem.

Pozdrawiam wszystkich odwiedzających mojego bloga,

Paweł Tucki.

Medal z rowerzystą, czyli kolejne ciekawe zamówienie.

Treść zamówienia brzmiała mniej więcej tak:  „Mała męska zawieszka w kształcie stylizowanego roweru, rower może być powiązany z kulą ziemską.” I zacząłem kombinować jak się do tego zabrać, żeby połączyć ze sobą te elementy i żeby dało się to nosić zawieszone na szyi. Myślałem nad tym parę dni, robiąc co chwilę nowe szkice aż wybrałem ostateczną wersję i po konsultacji z klientką przystąpiłem do pracy z miedzią.

Szkic wisiora.

Szkic projektu wisiora z rowerzystą i globem.

Ostatecznie kształt globu trochę zmodyfikowałem. Glob wyciąłem i wyrytowałem ręcznie w miedzianej blaszce grubości 1,5 mm. Kiedyś do takich prac muszę kupić gogle jubilerskie. Rower wykonałem z drutu średnicy 1,5 mm, tylny wahacz z drutu średnicy 1 mm a rowerzystę wygiąłem z paska miedzianej blachy grubości 0,7 mm i szerokości 5 mm.

Wisior miedziany z rowerzystą.

Wisior przygotowany do lutowania.

To była najprostsza robota. Teraz czekało mnie lutowanie srebrem rowerzysty i przylutowanie go do globu. Żeby podczas kolejnych etapów lutowania, wcześniej zlutowane elementy, nie rozlutowywały się musiałem użyć trzech twardości lutu. Rowerzystę lutowałem lutem twardym LS 800, do globu przylutowałem go lutem średnim LS 700, a krawatkę lutowałem lutem miękkim LS 600.

Wisior miedziany z rowerzystą.

Wisior polutowany, przed oksydowaniem.

W trakcie pracy pojawiła się jeszcze prośba, żeby na mapce świata zaznaczyć przebytą trasę przez Pana Michała Sałabana, dla którego ten wisior miał być prezentem od jego mamy, co uczyniłem jeszcze przed lutowaniem. Teraz już pozostało tylko wytrawić w kwasie po lutowaniu, wyczyścić, wypolerować i dla pogłębienia plastyki rysunku zaoksydować. Tym razem oksydowałem chemicznie na czarno i delikatnie przetarłem oksydę aby pozostawić ciemne tylko zagłębienia.

Wisior miedziany z rowerzystą.

Wisior z rowerzystą gotowy.

Zachęcam do zapoznania się z blogiem Pana Michała Sałabana Północ-Południe, gdzie znajduje się dziennik z podróży od najdalej położonego na północ miejsca Europy do najdalej położonego miejsca na południu Afryki. Panu Michałowi gratuluję pokonania takiej trasy na rowerze i życzę kolejnych udanych podróży a jego mamie dziękuję za kolejne zamówienie jakie mogłem dla niej wykonać.

Każde ćwiczenie przynosi pożytek.

Z pewnością wielu z Was miało już takie przypadki, kiedy usilne poszukiwania pomysłu na nowe, oryginalne dzieło nie przynosiły efektu a innym razem powstawało coś na bieżąco, gładko i z polotem. Według tego drugiego schematu powstawał poniższy krzyżyk.

Miedziany krzyżyk.

Miedziany krzyżyk, gotowy, oksydowany.

Mając chwilę wolnego czasu pomiędzy innymi projektami postanowiłem wykorzystać go na doskonalenie technik metaloplastycznych. Nigdy nie miałem okazji rzeźbić w metalu faktury kory i dlatego zdecydowałem na próbę wykonać na kawałku miedzianej blaszki taki właśnie motyw. Wziąłem niewielki kawałek blaszki, który akurat leżał na stole zamocowałem w misce ze smołą cyzelerską i małą puncą liniową o szerokości 1,5 mm, wystukałem pęknięcia kory. Wyjąłem ze smoły, wygrzałem blaszkę i znów osadziłem na smole, tym razem jednak licem do góry i pomiędzy powstałymi po pierwszej operacji wypukłościami pogłębiłem wklęsłości a na kowadle, delikatnie młotkiem spłaszczyłem cały wzór, małą puncą liniową o grubości 0,5 mm drobiłem więcej mniejszych pęknięć. I ćwiczenie mogłem uznać za zakończone bo byłem zadowolony z efektu. Jednak mój umysł nie chciał zakończyć pracy nad tym niewielkim kawałkiem blaszki i kazał moim rękom coś z nią dalej zrobić. Ręce nie mając innego wyboru, wygięły tą blaszkę w łuk wzdłuż długiego boku. Dolutowałem z tyłu kawałek kolejnej blaszki i powstał pieniek rozłupany na pół. Wyglądało to coraz lepiej i mózg kazał pracować nad tym dalej. Pomysłów na wykorzystanie tego pieńka było kilka, eliminowanych przez kolejne i kolejne aż doszedłem do pomysłu na zrobienie krzyżyka. Drugiego takiego pieńka nie chciało mi się już robić to wymyśliłem, że poprzeczną belkę zrobię w formie deski. Wyrzeźbiłem rysunek słojów i przylutowałem do pieńka. Pozostało zrobić zawieszkę i tu znów przewinęło się kilka pomysłów odrzucanych po chwili przemyśleń. Ostatecznie wybór padł, że górę krzyżyka zwięczy korona cierniowa i to do niej będzie zamocowane koluszko zawieszki. Korona jest bez kolców ale chyba wszyscy domyślają się co to jest. Krzyżyk zaoksydowałem na czarno i wypolerowałem dla zwiększenia kontrastu i podkreślenia plastyki. Dzięki temu teraz jestem pewny, że należy dużo ćwiczyć bo to jedyny sposób osiągnięcia sukcesu.

Pierścionek z miniaturą aparatu fotograficznego.

Po ostatnim wpisie odświeżyła mi się trochę pamięć i przypomniałem sobie, że bardzo ciekawe zamówienie realizowałem na początku tego roku dla uroczej pani fotograf a był to pierścionek z miniaturą aparatu fotograficznego. Już dawno powinienem się tym pochwalić na moim blogu ale praca nad nowymi projektami pochłania mi całe dni a kiedy mam parę wolnych chwil to muszę nadrabiać domowe zaległości. Tak więc w niedzielny wieczór postanowiłem pochwalić się tą ciekawą pracą.

Miniaturę aparatu wykonałem z blachy miedzianej grubości 0,7 mm. Aparat stylizowałem na Smiene 8. Pierwsze podejście zakończyło się niepowodzeniem, ponieważ postanowiłem wykuć go z jednego kawałka blachy i wlutować tylną ściankę. Niestety przy wyciąganiu bocznych ścianek pod kątem prostym materiał na zagięciach zrobił się bardzo cienki i podczas lutowania tylnej ścianki wypaliły się dziury.

Pierścionek z aparatem fotograficznym.

Pierwsza wersja po kuciu, przed cyzelowaniem.

Po cyzelowaniu wyglądało to tak jak na poniższych fotografiach i nie byłem zbyt zachwycony efektem a po próbie lutowania tylnej ścianki i wypaleniu kilku dziurek postanowiłem robić wszystko od nowa inną metodą.Pierścionek z aparatem fotograficznym.pierscionek z aparatem fotograficznymPierscionek z aparatem fotograficznym

Drugie podejście zacząłem od narysowania siatki rozłożonego aparatu. Po wycięciu kształtów i tym razem wygięciu bez tak dużego rozciągania materiału wszystkie łączenia polutowałem srebrem. Teraz byłem już zadowolony z pracy i mogłem przystąpić do cyzelowania powierzchni. Na koniec wykułem obiektyw i wlutowałem go w obudowę. Ostatnia czynność to dolutowanie szyny pierścionka, ostateczny szlif, polerowanie i oksydowanie. Końcowy efekt przedstawia poniższa fotografia.

Gotowy pierścionek.

Gotowy pierścionek.

Wisior dla Drugiego Oficera na żaglowcu „Fryderyk Chopin”

Otrzymałem dosyć oryginalne zamówienie na wykonanie wisiora przedstawiającego żaglowiec „Fryderyk Chopin” pod pełnymi żaglami. Miał być wykonany z miedzi tak aby żagle były wydęte wiatrem a przestrzenie między nimi miały pozostać puste.  Jego wielkość miała wynosić nie więcej niż 3 x 4 cm. Zamówienie złożyła mama dla swojej córki pełniącej służbę na żaglowcu „Fryderyk Chopin” jako drugi oficer.

Wisior miedziany, żaglowiec Fryderyk Chopin.

Gotowy wisior.

Zdawałem sobie sprawę z poziomu trudności wykonania takiego wisiora, jednak lubię takie wyzwania i postanowiłem przyjąć zamówienie aby zmierzyć się z tak wymagającym projektem.  Otrzymałem parę fotografii i na ich podstawie wykonałem szkic projektu. Kiedy efekt moim zdaniem był zadowalający przeniosłem go na miedzianą blaszkę grubości 0,7 mm i na licu puncą liniową zaznaczyłem kontury, następnie na odwrociu repusowałem kształty żagli, masztów i kadłuba. Później znów na licu poprawiłem ostrość repusu i znów na odwrociu poprawiłem kształty. Na koniec na licu wygładzenie repusu, wycięcie piłką włosową kształtu żaglowca, opiłowanie i szlifowanie. Zewnętrzne krawędzie pomimo tego, że były oszlifowane były dość ostre i mogłoby to sprawiać pewien dyskomfort podczas noszenia takiego wisiora, więc postanowiłem całość otoczyć ramką z drutu średnicy 1 mm. Do tak wykończonego wisiora dorobiłem krawatkę, całość zaoksydowałem ogniowo i wypolerowałem.

Wisior miedziany, żaglowiec Fryderyk Chopin.

Wisior przed przylutowaniem ramki i polerowaniem.

Czekałem z niecierpliwością aż wisior dotrze do klientki. Po paru dniach otrzymałem wiadomość, że wisior dotarł i w rzeczywistości jest jeszcze ładniejszy niż na fotografii. Poczułem wielką ulgę i radość, bo cóż może być dla twórcy radośniejszego od zadowolenia i pochwał klienta.

Mam nadzieję, że takich ciekawych i wymagających zamówień będę otrzymywał coraz więcej.

Moje pierwsze grawerowanie mogło zakończyć się karą więzienia.

Obrazek rytowany w miedzi pt. "Kotek"

Obrazek rytowany w miedzi (w trakcie pracy)

Ostatnio intensywnie wprawiam się w technice rytowania w metalu. Zainteresowałem się tą techniką żeby wzbogacić zdobienia moich wyrobów. Przy tej okazji z zakamarków mojej pamięci wyłoniło się wspomnienie mojej pierwszej pracy grawerskiej, którą wykonałem podczas służby wojskowej w ówczesnej Akademii Sztabu Generalnego w Rembertowie a dzisiejszej Akademii Obrony Narodowej. Konsekwencje wykonania tej pracy grawerskiej mogły być bardzo dotkliwe z karą więzienia włącznie.

Jeden z moich kolegów pracował przy porządkowaniu magazynów akademii i znalazł tam bloczek z drukami przepustek jednorazowych. Przepustki były czyste i nie stemplowane a przepustka ważna jest tylko z pieczęcią. Potrzebna więc była pieczęć, do ostemplowania druków. W pierwszej kolejności koledzy poszli do pisarza kompanii, żeby ostemplował puste druki, pisarz oczywiście odmówił. Wtedy zgłosili się do mnie jako do byłego plastyka kompanijnego czy mam jakiś pomysł na wykonanie pieczątki na przepustkach. Pomysłów było kilka włącznie z zrobieniem pieczęci z ziemniaka, jednak ten pomysł ze względu na nietrwałość takiej pieczęci wraz z innymi został odrzucony. Wymyśliłem, że spróbuję zrobić pieczęć w gipsowym odlewie. Kazałem przynieść sobie jakąś starą przepustkę z pieczęcią i trochę gipsu. W pudełku po zapałkach odlałem kostkę gipsową. Po związaniu gipsu wyszlifowałem jedną powierzchnie i przez kalkę odbiłem na niej pieczęć. Do rytowania używałem igły i żyletki. Po paru godzinach rytowania podczas służby na kompanii pieczęć była gotowa. Niestety jej odbicie nie było idealne. Gips jest tłusty, tusz nie miał na tej powierzchni dobrej przyczepności, i tworzyły się malutkie kropelki, tworząc kropkowane odbicie. Jedynym sposobem było lekkie rozmazanie pieczęci. Koledzy orzekli, że to im w zupełności wystarczy i ich zdaniem pieczęć nadaje się do użytku. Pieczęć trzymałem w torbie na wyposażenie wiszącej za łóżkiem, schowana miedzy cukrem i herbatą zapakowana w pudełko po zapałkach. Miejsce wydawało się bezpieczne do czasu przeprowadzonej przez szefa kompanii rewizji szafek i łóżek. Niestety podczas tej rewizji znaleźli też moją pieczęć. Na apelu południowym otrzymałem rozkaz stawienia się do raportu służbowego u dowódcy kompani. Ubrałem się więc w mundur wyjściowy i stawiłem się u dowódcy, który poinformował mnie o znalezionej pieczęci. Poinformował mnie również o tym, że pieczęć jest zamknięta w sejfie a jeżeli znajdzie się dokument ostemplowany nią to sprawę zgłosi do prokuratury wojskowej a to może zakończyć się dla mnie karą więzienia. Na szczęście żadnego dokumentu stemplowanego moją pieczęcią nie znaleziono i cały incydent zakończył się bezkarnie. Mówią, że służba wojskowa to szkoła życia i ja to w całości potwierdzam.