Każde ćwiczenie przynosi pożytek.

Z pewnością wielu z Was miało już takie przypadki, kiedy usilne poszukiwania pomysłu na nowe, oryginalne dzieło nie przynosiły efektu a innym razem powstawało coś na bieżąco, gładko i z polotem. Według tego drugiego schematu powstawał poniższy krzyżyk.

Miedziany krzyżyk.

Miedziany krzyżyk, gotowy, oksydowany.

Mając chwilę wolnego czasu pomiędzy innymi projektami postanowiłem wykorzystać go na doskonalenie technik metaloplastycznych. Nigdy nie miałem okazji rzeźbić w metalu faktury kory i dlatego zdecydowałem na próbę wykonać na kawałku miedzianej blaszki taki właśnie motyw. Wziąłem niewielki kawałek blaszki, który akurat leżał na stole zamocowałem w misce ze smołą cyzelerską i małą puncą liniową o szerokości 1,5 mm, wystukałem pęknięcia kory. Wyjąłem ze smoły, wygrzałem blaszkę i znów osadziłem na smole, tym razem jednak licem do góry i pomiędzy powstałymi po pierwszej operacji wypukłościami pogłębiłem wklęsłości a na kowadle, delikatnie młotkiem spłaszczyłem cały wzór, małą puncą liniową o grubości 0,5 mm drobiłem więcej mniejszych pęknięć. I ćwiczenie mogłem uznać za zakończone bo byłem zadowolony z efektu. Jednak mój umysł nie chciał zakończyć pracy nad tym niewielkim kawałkiem blaszki i kazał moim rękom coś z nią dalej zrobić. Ręce nie mając innego wyboru, wygięły tą blaszkę w łuk wzdłuż długiego boku. Dolutowałem z tyłu kawałek kolejnej blaszki i powstał pieniek rozłupany na pół. Wyglądało to coraz lepiej i mózg kazał pracować nad tym dalej. Pomysłów na wykorzystanie tego pieńka było kilka, eliminowanych przez kolejne i kolejne aż doszedłem do pomysłu na zrobienie krzyżyka. Drugiego takiego pieńka nie chciało mi się już robić to wymyśliłem, że poprzeczną belkę zrobię w formie deski. Wyrzeźbiłem rysunek słojów i przylutowałem do pieńka. Pozostało zrobić zawieszkę i tu znów przewinęło się kilka pomysłów odrzucanych po chwili przemyśleń. Ostatecznie wybór padł, że górę krzyżyka zwięczy korona cierniowa i to do niej będzie zamocowane koluszko zawieszki. Korona jest bez kolców ale chyba wszyscy domyślają się co to jest. Krzyżyk zaoksydowałem na czarno i wypolerowałem dla zwiększenia kontrastu i podkreślenia plastyki. Dzięki temu teraz jestem pewny, że należy dużo ćwiczyć bo to jedyny sposób osiągnięcia sukcesu.

Pierścionek z miniaturą aparatu fotograficznego.

Po ostatnim wpisie odświeżyła mi się trochę pamięć i przypomniałem sobie, że bardzo ciekawe zamówienie realizowałem na początku tego roku dla uroczej pani fotograf a był to pierścionek z miniaturą aparatu fotograficznego. Już dawno powinienem się tym pochwalić na moim blogu ale praca nad nowymi projektami pochłania mi całe dni a kiedy mam parę wolnych chwil to muszę nadrabiać domowe zaległości. Tak więc w niedzielny wieczór postanowiłem pochwalić się tą ciekawą pracą.

Miniaturę aparatu wykonałem z blachy miedzianej grubości 0,7 mm. Aparat stylizowałem na Smiene 8. Pierwsze podejście zakończyło się niepowodzeniem, ponieważ postanowiłem wykuć go z jednego kawałka blachy i wlutować tylną ściankę. Niestety przy wyciąganiu bocznych ścianek pod kątem prostym materiał na zagięciach zrobił się bardzo cienki i podczas lutowania tylnej ścianki wypaliły się dziury.

Pierścionek z aparatem fotograficznym.

Pierwsza wersja po kuciu, przed cyzelowaniem.

Po cyzelowaniu wyglądało to tak jak na poniższych fotografiach i nie byłem zbyt zachwycony efektem a po próbie lutowania tylnej ścianki i wypaleniu kilku dziurek postanowiłem robić wszystko od nowa inną metodą.Pierścionek z aparatem fotograficznym.pierscionek z aparatem fotograficznymPierscionek z aparatem fotograficznym

Drugie podejście zacząłem od narysowania siatki rozłożonego aparatu. Po wycięciu kształtów i tym razem wygięciu bez tak dużego rozciągania materiału wszystkie łączenia polutowałem srebrem. Teraz byłem już zadowolony z pracy i mogłem przystąpić do cyzelowania powierzchni. Na koniec wykułem obiektyw i wlutowałem go w obudowę. Ostatnia czynność to dolutowanie szyny pierścionka, ostateczny szlif, polerowanie i oksydowanie. Końcowy efekt przedstawia poniższa fotografia.

Gotowy pierścionek.

Gotowy pierścionek.

Wisior dla Drugiego Oficera na żaglowcu „Fryderyk Chopin”

Otrzymałem dosyć oryginalne zamówienie na wykonanie wisiora przedstawiającego żaglowiec „Fryderyk Chopin” pod pełnymi żaglami. Miał być wykonany z miedzi tak aby żagle były wydęte wiatrem a przestrzenie między nimi miały pozostać puste.  Jego wielkość miała wynosić nie więcej niż 3 x 4 cm. Zamówienie złożyła mama dla swojej córki pełniącej służbę na żaglowcu „Fryderyk Chopin” jako drugi oficer.

Wisior miedziany, żaglowiec Fryderyk Chopin.

Gotowy wisior.

Zdawałem sobie sprawę z poziomu trudności wykonania takiego wisiora, jednak lubię takie wyzwania i postanowiłem przyjąć zamówienie aby zmierzyć się z tak wymagającym projektem.  Otrzymałem parę fotografii i na ich podstawie wykonałem szkic projektu. Kiedy efekt moim zdaniem był zadowalający przeniosłem go na miedzianą blaszkę grubości 0,7 mm i na licu puncą liniową zaznaczyłem kontury, następnie na odwrociu repusowałem kształty żagli, masztów i kadłuba. Później znów na licu poprawiłem ostrość repusu i znów na odwrociu poprawiłem kształty. Na koniec na licu wygładzenie repusu, wycięcie piłką włosową kształtu żaglowca, opiłowanie i szlifowanie. Zewnętrzne krawędzie pomimo tego, że były oszlifowane były dość ostre i mogłoby to sprawiać pewien dyskomfort podczas noszenia takiego wisiora, więc postanowiłem całość otoczyć ramką z drutu średnicy 1 mm. Do tak wykończonego wisiora dorobiłem krawatkę, całość zaoksydowałem ogniowo i wypolerowałem.

Wisior miedziany, żaglowiec Fryderyk Chopin.

Wisior przed przylutowaniem ramki i polerowaniem.

Czekałem z niecierpliwością aż wisior dotrze do klientki. Po paru dniach otrzymałem wiadomość, że wisior dotarł i w rzeczywistości jest jeszcze ładniejszy niż na fotografii. Poczułem wielką ulgę i radość, bo cóż może być dla twórcy radośniejszego od zadowolenia i pochwał klienta.

Mam nadzieję, że takich ciekawych i wymagających zamówień będę otrzymywał coraz więcej.

Moje pierwsze grawerowanie mogło zakończyć się karą więzienia.

Obrazek rytowany w miedzi pt. "Kotek"

Obrazek rytowany w miedzi (w trakcie pracy)

Ostatnio intensywnie wprawiam się w technice rytowania w metalu. Zainteresowałem się tą techniką żeby wzbogacić zdobienia moich wyrobów. Przy tej okazji z zakamarków mojej pamięci wyłoniło się wspomnienie mojej pierwszej pracy grawerskiej, którą wykonałem podczas służby wojskowej w ówczesnej Akademii Sztabu Generalnego w Rembertowie a dzisiejszej Akademii Obrony Narodowej. Konsekwencje wykonania tej pracy grawerskiej mogły być bardzo dotkliwe z karą więzienia włącznie.

Jeden z moich kolegów pracował przy porządkowaniu magazynów akademii i znalazł tam bloczek z drukami przepustek jednorazowych. Przepustki były czyste i nie stemplowane a przepustka ważna jest tylko z pieczęcią. Potrzebna więc była pieczęć, do ostemplowania druków. W pierwszej kolejności koledzy poszli do pisarza kompanii, żeby ostemplował puste druki, pisarz oczywiście odmówił. Wtedy zgłosili się do mnie jako do byłego plastyka kompanijnego czy mam jakiś pomysł na wykonanie pieczątki na przepustkach. Pomysłów było kilka włącznie z zrobieniem pieczęci z ziemniaka, jednak ten pomysł ze względu na nietrwałość takiej pieczęci wraz z innymi został odrzucony. Wymyśliłem, że spróbuję zrobić pieczęć w gipsowym odlewie. Kazałem przynieść sobie jakąś starą przepustkę z pieczęcią i trochę gipsu. W pudełku po zapałkach odlałem kostkę gipsową. Po związaniu gipsu wyszlifowałem jedną powierzchnie i przez kalkę odbiłem na niej pieczęć. Do rytowania używałem igły i żyletki. Po paru godzinach rytowania podczas służby na kompanii pieczęć była gotowa. Niestety jej odbicie nie było idealne. Gips jest tłusty, tusz nie miał na tej powierzchni dobrej przyczepności, i tworzyły się malutkie kropelki, tworząc kropkowane odbicie. Jedynym sposobem było lekkie rozmazanie pieczęci. Koledzy orzekli, że to im w zupełności wystarczy i ich zdaniem pieczęć nadaje się do użytku. Pieczęć trzymałem w torbie na wyposażenie wiszącej za łóżkiem, schowana miedzy cukrem i herbatą zapakowana w pudełko po zapałkach. Miejsce wydawało się bezpieczne do czasu przeprowadzonej przez szefa kompanii rewizji szafek i łóżek. Niestety podczas tej rewizji znaleźli też moją pieczęć. Na apelu południowym otrzymałem rozkaz stawienia się do raportu służbowego u dowódcy kompani. Ubrałem się więc w mundur wyjściowy i stawiłem się u dowódcy, który poinformował mnie o znalezionej pieczęci. Poinformował mnie również o tym, że pieczęć jest zamknięta w sejfie a jeżeli znajdzie się dokument ostemplowany nią to sprawę zgłosi do prokuratury wojskowej a to może zakończyć się dla mnie karą więzienia. Na szczęście żadnego dokumentu stemplowanego moją pieczęcią nie znaleziono i cały incydent zakończył się bezkarnie. Mówią, że służba wojskowa to szkoła życia i ja to w całości potwierdzam.

Paweł Tucki czyli Metalu Blask.

Lampion miedziany kapelusz.Metaloplastyką zainteresowałem się na początku 2012 roku i muszę przyznać, że bardzo mnie to wciągnęło. Tak bardzo, że postanowiłem zgłębiać coraz wyższe i trudniejsze poziomy tej techniki. W tej chwili próbuję sprzedawać swoje wyroby, lecz nie jest to takie proste. Samo wykonanie przedmiotów to dopiero początek drogi do sukcesu, jakim jest sprzedaż. Zdecydowanie lepiej radzę sobie z młotkiem i innymi narzędziami, niż z marketingiem. Wiem, że muszę dotrzeć do ludzi ceniących artystyczne wyroby i chętnych takowe zakupić. Nie mam pojęcia tylko jak ich szukać. Ten blog jest próbą dotarcia z moją ofertą do odpowiedniej grupy odbiorców. Czy to się uda, czas pokaże.

miedziana-lampa-oliwna-kapelusz-corleone-pawel-tucki-metalu-blask-1